• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nasz brat Albert

    Piotr Legutko

    |

    GN 18/2012

    dodane 02.05.2012 00:15

    Kim był św. Brat Albert, powszechnie wiadomo. Teraz wydało się, kto go inspirowwwał. Za sprawą bp. Grzegorza Rysia.

    Żywoty świętych są fascynujące. Fakty, anegdoty, spektakularne nawrócenia. Ale równie ciekawe okazuje się tropienie inspiracji duchowych, szukanie tego, co ukształtowało sposób myślenia, a w konsekwencji dokonania świętego. Ta drogą poszedł bp Grzegorz Ryś (jeszcze zanim został biskupem), czytając listy Brata Alberta (napisane w czasie, gdy był znany jedynie jako Adam Chmielowski), a także inne jego pisma, z właściwą historykowi Kościoła pasją i dociekliwością.

    Ten jeden niedopałek…

    W jednym z listów do prof. Lucjana Siemieńskiego, przyjaciela artysty, Chmielowski pisze o tym, jak uczył się malarstwa. „Nie pije z konewki ten, kto ma dostęp do źródła”. Trzeba uczyć się od najlepszych, omijać pośredników, nie zadowalać się kopiami, gdy istnieje oryginał. To było jego swoiste życiowe motto. Był w sztuce perfekcjonistą, mocno przeżywał porażki, niezwykle krytycznie oceniał innych. „Mnie się za bardzo Adam nie podoba w tym, co wtedy pisze” – wyznaje bp Ryś. Dlaczego, skoro to święta prawda, że ówczesny świat artystycznej bohemy w Monachium (gdzie malarz bawił) tworzyli ludzie zepsuci i próżni?

    Miał także rację Chmielowski, kpiąc w swoich listach z Matejki, szydząc z Kraszewskiego. Według dzisiejszych kryteriów, ironiczny, pełen wyższości dystans, postponowanie wszystkiego i wszystkich jest wręcz estetyczną normą. A bp. Rysiowi się nie podoba... Chmielowskiemu też w pewnym momencie podobać się przestaje. Ucieka od tamtego świata do jezuitów. Zamyka się w klasztorze, jak w wieży z kości słoniowej, ze swoimi wymaganiami, niechęcią wobec świata i perfekcjonizmem. Tu też maluje, pisze do Heleny Modrzejewskiej, że wreszcie maluje dobrze. Wydaje mu się, że złapał Pana Boga za nogi. I wtedy upada przez… jeden niedopałek. Ot, nie udało mu się skutecznie rzucić palenia. Niby drobiazg, ale wpędził Chmielowskiego w totalną melancholię i wypędził od jezuitów. Okazuje się, że proces odkrywania własnego powołania, poszukiwanie charyzmatu, nie był w jego przypadku prosty i nie dokonał się spektakularnie. To nie była iluminacja, raczej długa, kręta ścieżka, a źródeł, z których czerpał po drodze, było wiele. Ich tropienie inspiruje także czytelnika.

    Jaka jest duchowość Brata Alberta? Był franciszkaninem i karmelitą zarazem. Zachwycał się św. Franciszkiem, tłumaczył św. Jana od Krzyża, a praktykował u św. Wincentego à Paulo. Uczy się od najlepszych, pije ze źródła. A zarazem nie ma w nim prostego naśladownictwa. Wszystko robi po swojemu. Mistyka hiszpańska pasowała mu, bo jest połączeniem kontemplacji z czynem.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Marek Jarmuła
      08.05.2012 18:22
      13 listopada 1989 r. Ks. bp Jan Szkodoń odprawiając Mszę świętą dla pielgrzymów z Krakowa i Nowego Targu na kanonizację Świętego Brata Alberta w Domu Jana Pawła II na Via Cassia 1200 w Rzymie, w jednym zdaniu zamknął duchowość i życie Adama Chmielowskiego: "Nisko siadać, mało jadać, dużo robić, mało gadać".
      Po latach przed udzieleniem Sakramentu Bierzmowania zapytał jednego z kandydatów: Co wiesz o Świętym Bracie Albercie ? W odpowiedzi usłyszał cytowane wyżej zdanie.
      Zgadzam się z Księdzem Biskupem Janem Święty Brat Albert jest wzorem do naśladowania na dzisiejsze czasy kiedy wokół nas czeka wielu spragnionych dobroci takiej jak chleb, z którego każdy może odkroić kromkę dla siebie i posilić się.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół