• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Przychodzi klient do Kościoła

    Jan Drzymała

    dodane 02.04.2012 14:10

    "Panie Boże, ja odmawiam 100 różańców, a Ty mnie uzdrawiasz". Fajne? Nic z tego, to tak nie działa.

    Gdyby ta wiadomość pojawiła się wczoraj, pomyślałbym, że to primaaprilisowy kawał. Okazuje się jednak, że to raczej nie żart. Otóż w Wielkiej Brytanii czuwająca nad ochroną konsumentów organizacja Advertising Standards Authority zabroniła chrześcijańskiemu stowarzyszeniu mówić publicznie o możliwości wyzdrowienia za sprawą modlitwy.

    Stowarzyszenie „Healing on the streets” tworzą wolontariusze. Modlą się za chorych i informują o tym na stronie internetowej oraz w ulotkach rozdawanych na ulicach. Według ASA ta forma promocji wprowadza w błąd. Jest nieodpowiedzialna i rozbudza fałszywe nadzieje.

    Sprawę nagłośniła watykańska gazeta L’Osservattore Romano, która pyta, czy zatem można będzie jeszcze twierdzić, że istnieją cuda? A może taka informacja zostanie także potraktowana jako forma nieuczciwej promocji. Więcej na ten temat można znaleźć TUTAJ

    W całej tej sprawie problem nie polega na tym, czy istnieją cuda czy nie. My chrześcijanie, wierzymy, że istnieją. Ateiści pewnie powiedzą, że cudów nie ma i że naukowo można wszystko wyjaśnić, jeśli nie dziś, to jutro. Nieistotne, to kwestia interpretacji.

    Skupmy się na chrześcijaństwie. Wierzymy, że Bóg w pewnych sytuacjach daje nam niewytłumaczalne znaki, które sami musimy odczytać. Rzecz w tym, że te znaki – tu akurat mowa szczególnie o uzdrowieniach – nie dokonują się tylko dla nich samych.

    Cud ma zawsze jakiś głębszy sens niż tylko samo przywrócenie zdrowia fizycznego. Przypomnijmy sobie chociażby przypadek paralityka. Jezus najpierw powiedział mu „Odpuszczone są Twoje grzechy”. Właściwie na tym Jego rozmowa z paralitykiem mogłaby się zakończyć. Jednak z uwagi na, delikatnie mówiąc, sceptycyzm otoczenia, Jezus przywraca mu pełnię sił.

    Tamto wydarzenie miało miejsce 2 tysiące lat temu, ale nie straciło nic ze swojej aktualności. Bóg uzdrawia wtedy, gdy uznaje to za stosowne. Nie wtedy, kiedy my akurat sobie tego życzymy. Jeśli ktoś twierdzi, że jakaś modlitwa na sto procent przyniesie oczekiwany efekt, to faktycznie kłamie i można go posądzić o „nieuczciwą promocję”. Pytanie tylko, co właściwie w ten sposób promuje? Przecież to ma krótsze nogi, niż, nie przymierzając, Lord Farquaad ze Shreka.

    Ale w przypadku stowarzyszenia HOTS sprawa ma się inaczej. Przeglądając ich stronę internetową, nie znalazłem żadnych informacji, jakoby ich modlitwa gwarantowała komukolwiek uzdrowienie. Jak wyjaśniają, prowadzą oni misję ewangelizacyjną na ulicach miast, proponują ludziom, żeby na chwilę usiedli, a oni się za nich pomodlą. Nikt nie obiecuje gruszek nie wierzbie. Chodzi raczej o zwrócenie uwagi, że jest coś, Ktoś, więcej niż tylko świat, który nas otacza. Idzie też o pokazanie, że chrześcijanie są w świecie i działają.

    Inna sprawa, jak to jest odbierane. Dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni do prostych transakcji wymiany handlowej. Daję coś i wymagam czegoś w zamian. Modlitwa tak nie działa. Nie daje gwarancji, że nasze życzenia zostaną spełnione. To nie żaden handelek, ani czary. Przykładanie do modlitwy rynkowych kategorii prowadzi w ślepy zaułek. Z tego też powodu korzystanie z narzędzi reklamowych do promowania religijności może być różnie odbierane. Idzie o to, by nie tworzyć chociażby skojarzeń typu wiara=produkt, który można sprzedać, jak każdy inny. Chrześcijanie powinni o tym wiedzieć, by nikogo nie wprowadzić w błąd.

    Z drugiej strony grubym nadużyciem jest zabranianie chrześcijanom mówienia o tym, w co wierzą, a że wszyscy wierzymy w cuda, to nie ulega wątpliwości. Największym z cudów była Męka i  Zmartwychwstanie Jezusa, którego pamiątkę już wkrótce będziemy przeżywać. Dzięki nim mamy nadzieję na życie wieczne. To jeden z powodów, dla których wybieram chrześcijaństwo i mówię, że to najwłaściwsza droga. To też "nieuczciwa reklama"?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Beszad
      02.04.2012 19:04
      Przeczytałem obydwie, zamieszczone tu, przeciwstawne opinie (Refleksja i Refleksja_inaczej), głeboko się nad nimi zamyślając. Nie odważyłbym się żadnej z nich "punktować", ani wobec żadnej oponować, bo są one wyrazem jakiegoś autentycznego odczucia (czyli subiektywnego widzenia). Ja też jestem skazany na subiektywizm, więc napiszę, jak sam to widzę...

      Człowiek nie może wierzyć wbrew sobie (pod wpływem jakiegoś narzucenia wiary z zewnątrz), bo wiara jest ŁASKĄ, jak pisał św. Augustyn. Wiary też nie sposób zmierzyć. Czy jeśli ktoś po drodze utracił swą wiarę, znaczy to, że przestał być katolikiem? A może on nadal ma wiarę silniejszą ode mnie? Może tylko nam się wydaje, że wiarę stracił? I że nasza jest wiarą żywą?... Przecież wiara to nie żadna zewnętrzna deklaracja, którą można raz na zawsze podpisać i fertig.

      Autor artykułu zamieścił tu bardzo ważną konkluzję: "Dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni do prostych transakcji wymiany handlowej. Daję coś i wymagam czegoś w zamian. Modlitwa tak nie działa." ...A ja bym tę myśl jeszcze bardziej rozwinął: WIARA tak nie działa. Wiara to nie partyjna przynalezność czy komercyjna inwestycja. Wiara to DROGA. Podążajmy więc - nawet wtedy, gdy we mgle nie widzimy ani horyzontu, ani ziemi pod nogami. I gdy żadne "kalkulacje" się nam w życiu nie sprawdzają.
    • trup
      03.04.2012 05:12
      autorowi ew św jana(13 [Vt-2.2] A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu.

      14 O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię.)
      i to tak działa , tylko ,
      1 nasza wiara to ma być wiara wypływająca z serca
      2 nasza wiara sprawia , że to o co prosimy na początku zmienia się i w zasadzie otrzymujemy coś jeszcze lepszego .

    • Jerzyk
      03.04.2012 11:22

      Kiedyś, przed laty, w niedzielny poranek w TVP emitowała odcinki pt."Opowieści Biblijne". Lubiłem je oglądać bardziej niż moje dzieci.
      W wielu odcinkach Jezus mówił,
      - Twoja wiara cię uzdrowiła.
      Wiele razy słyszałem te słowa, jednak trzeba było tych kreskówek, aby to pojął.
      Uzdrawiani ludzie, często latami próbowali coś robić. Czasami tracili przy tym swoje majątki, tak jak kobieta cierpiąca na krwotok (Mk.5,21-34, Łk.8,40-56). Czasami Jezus sam uzdrawiał. Czasami trzeba mieć takich czterech przyjaciół, którzy zaniosą chorego do Jezusa (paralityk,Mk.2,1-12)
      Jednak Bóg nie robi nic na siłę. Trzeba więc tego pragnąć i wierzyć że Bóg może tego dokonać, jeżeli uzna to za dobre dla osoby.
      Jestem we Wspólnocie, która modli się wstawienniczo za osoby i widziałem już takie rzeczy, że trudno słowami je opisać.
      - To naprawdę działa!
      W dobie elektroniki i automatów, muszę jednak zmartwić co niektórych, nie jest to automat, gdzie wrzuca się monetę, czy wsadza kartę,
      - I już.
      Każde uzdrowienie, jak wszystko na tym świecie, czemuś służy.
      - Bóg uzdrawia dla dobra, nigdy dla zła.
      Jest Panem czasu i wie jak będzie to służyć.
      Jest też taka możliwość, że cierpieniem w chorobie więcej można czasami zrobić niż uzdrowieniem.

    • Maxim
      03.04.2012 15:24
      Cuda się zdarzają bardzo często tak naprawdę. Na całym świecie, wśród różnych religii dochodzi do uzdrowień, do nawróceń. Bóg działa i pomaga ludziom i to jest piękne.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół