• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Śmieszy, tumani, przestrasza

    Tomasz Rożek

    dodane 02.04.2012 10:52

    Podwyższenie wieku emerytalnego nie poprawi, a może tylko pogorszyć stan polskiego systemu emerytalnego

    67 czy 65. A może 70? Politycy dyskutują, media się emocjonują, a obywatele martwią. Zupełnie bez sensu. Stan finansów systemu emerytalnego absolutnie nie zależy od tego jak długo będziemy pracowali. Byłoby tak, gdyby każdy z nas posiadał indywidualne konto, na które byłyby przelewane nasze składki. Tak jednak nie jest. Pieniądze jakie ZUS co miesiąc dostaje od osób pracujących, na bieżąco są wydawane na emerytury osób już nie pracujących. Więcej trzeba jednak wydawać na emerytów (których składki zostały wydane wcześniej), niż  dostarczają pracujący tu i teraz. Różnicę trzeba więc dopłacać z budżetu państwa (czytaj z podatków).

    Podwyższając wiek emerytalny, więcej pieniędzy wprowadzamy do ZUSu. Przynajmmniej w założeniu, bo nikt dotychczas nie przedstawił szacunków czy podniesienie wieku nie podniesie bezrobocia, a w efekcie nie spowoduje wzrostu wydatków na zasiłki. Więcej pieniędzy w ZUSie chwilowo poprawi sytuację. Dłużej pracujemy, więcej składek przelewamy, mniej brakuje w ZUSie. Ale tak będzie tylko przez krótki okres czasu. Bo kiedyś osoby dłużej pracujące same przejdą na emerytury. I wtedy znowu zabraknie. Rząd obiecuje, że dłuższa praca oznacza wyższą emeryturę, ale wyższa emerytura oznacza, że w ZUSie musi być więcej pieniędzy. A niby skąd ma być więcej pieniędzy, skoro coraz mniej Polaków pracuje? Gdy pieniędzy znowu zabraknie, dziura w ZUS będzie jeszcze większa niż jest teraz. Wtedy jedynym wyjście będzie podniesienie podatków, albo… podniesienie wieku emerytalnego.

    Dyskusja polityków nad reformą emerytalną śmieszy, tumani, przestrasza. W balladzie Mickiewicza „Pani Twardowska” Twardowski robi coś, co wydaje się być niemożliwe. Ogrywa Mefistofelesa. Podobnymi sztuczkami nie da się jednak rozwiązać problemu przyszłych emerytur. Premier, ministrowie, a szczególnie minister finansów, wiedzą o tym doskonale. Wiedzą też, że gdy pieniędzy znowu zabraknie, oni już dawno będą poza polityką. A skoro tak…

        Jedzą, piją, lulki palą,

        Tańce, hulanka, swawola;

        Ledwie karczmy nie rozwalą,

        Cha cha, chi chi, hejza, hola!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Fryderyk
      02.04.2012 14:44
      Zatrudnię, od zaraz, męża stanu na stanowisku Premiera RP.
    • Radecki
      02.04.2012 21:35
      Zdaje się, że historycznie rzecz biorąc, emerytury wymyślił Otto von Bismarck.
      To miało być takie zabezpieczenie dla robotników, którzy osiągnęli wiek 70-ciu lat i jakimś cudem przeżyli.
      Napisałem "cudem" nieprzypadkowo.
      Średnia długość życia w Prusach wynosiła w tym okresie... 45 lat.

      To był wtedy system czysto redystrybucyjny.
      I (początkowo) dobrowolny.

      Robotnicy traktowali to jako takie "ubezpieczenie na wypadek, gdybym za długo musiał żyć".

      Daleko odeszliśmy od tej koncepcji.
      Oj, daaleeeekoooooo....

      Zrobiłem takie proste ćwiczenie.
      W arkuszu kalkulacyjnym.

      Wysokość emerytury w procentach średniej pensji=(czas rozpoczęcia pracy - czas zakończenia pracy)* % składki rentowej /(średnia długość życia - czas zakończenia pracy).

      Ja wiem, że to jest kretyński model, ale pobawiłem się parametrami i już wiem, dlaczego czas zakończenia pracy jest taki ważny.

      W kretyńskich modelach.
    • smutna refleksja
      03.04.2012 16:53
      ZUS wyliczył mi (każdy z Was dostaje przecież co roku takie wyliczenie!), że jeśli będę pracował 40 lat i ciągle zarabiał 2,5 średniej krajowej, dostanę około 1100,-zł BRUTTO emerytury. Po 20 latach pracy przy 2,5 średniej wyliczył mi nieco ponad 800 zł brutto. Przy tym, oficer WP, siedzący cały czas za biurkiem, po 25 latach dostaje 6 tysięcy brutto nie płacąc ani razu żadnej składki. To taka "polska sprawiedliwość".
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      przewiń w dół