Barbara Gruszka-Zych
Wczoraj, po pogrzebie Wisławy Szymborskiej wspominali Ją przyjaciele. Autorka „Chwili” musiała patrzeć na nich z wyrozumieniem, bo z tego pożegnania zrobili nadętą akademię.
Wieczorne spotkanie w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie na żywo transmitowano w programie II TVP. Ale przerwano je tuż przed końcem, bo wyczerpał się limit czasowy. Szkoda, bo na koniec swoje „słowo” miała powiedzieć jedna z najbliższych przyjaciółek zmarłej – wybitna poetka Ewa Lipska. Wzbraniała się przed tym wystąpieniem, bo nie lubi żałoby na sprzedaż, ale zdecydowała się na nie pod presją pomysłodawców pożegnania.
Transmisja spotkania „in memoriam” się skończyła, a potem poleciały reklamy z espumisanem przeciw wzdęciom i podpaskami. Widzowie ekspresowo zostali przeniesieni w inną rzeczywistość. Wieczór wspomnień nosił nazwę „Niepojęty przypadek”, ale dla mnie też był to niepojęty przypadek, że reklamy, przynoszące telewizji kasę, i jakiś marny serial okazały się ważniejsze niż wystąpienia wybitnych ludzi kultury po pogrzebie, bądź co bądź ale naszej Noblistki.
Te moje utyskiwania na telewizję to jedno. Sam charakter wieczoru pożegnalnego nie współgrał z tym co preferowała Wisława Szymborska. Tylko dwa wystąpienia były udanym mrugnięciem okiem do Poetki.
Leonard Neuger, przypominał, że pani Wisława lubiła zupki w proszku, całonocne przyjaciół rozmowy i mieszkała w zwyczajnym bloku przy ul Chocimskiej w Krakowie. Jej sekretarz - Michał Rusinek przytoczył treść ostatnich zapisków swojej Szefowej, że śmierć jest prostsza do opisania niż pełne szczegółów życie. Poza tym zebrani wygłaszali kwestie nie dość, że z zadęciem, to niewiele wnosząc do wiedzy o samej Poetce.
Można by puścić to płazem – ale w tym szczególnym momencie występujący nie powinni skupiać uwagi na sobie tylko Bohaterce spotkania. Wszystko uratowały wiersze autorki „Tutaj”. Przypomniały Jej genialną umiejętność zachwytu nad dziwnością istnienia nas tutaj, na trzeciej planecie od Słońca.
Patrząc na Jej poezję afirmującą nasze bycie można by powiedzieć, że to ogromna afirmacja istnienia. A afirmacja stworzenia jest pochwałą Stwórcy. Ale to już wywody na inny tekst.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 14 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Jestem przekonany, że wiara w Boga Jacka Kuronia, choć on sam tego tak nie nazywał, przejawiała się każdego dnia konkretnym czynem, a nie mówieniem Panie, Panie... Chrystus powiedział do Apostołów, że " po czynach ich poznacie, że są moimi uczniami".
Zaryzykowałbym twierdzenie, że wyznawcą Chrystusa, Jego uczniem, jest przede wszystkim ten, kto dobrze czyni naśladując Go, nawet nieświadomie, aniżeli ten, kto tylko mówi, że czyni. Myślę, że zmarła Noblistka należała, podobnie jak Jacek Kuroń, do tych pierwszych. Zatem, ani zewnętrzna forma pogrzebu, ani katolicki zwyczaj, nie mają tu chyba żadnego znaczenia.
pozdrawiam,
Bo co ten raban?Po pierwsze,Szymborska,jak każdy z nas,ma prawo do błędów.Ze swej wczesnej twórczości i fascynacji socjalizmem nigdy potem nie była dumna.Swego zaangażowania politycznego wstydziła się tak bardzo,że popadła w odwrotną skrajność:miała dystans do wszelkich idei.Czy Pawłowi z Tarsu też wypomniałabyś z pewnością niechlubną przeszłość?
Po drugie:że nie życzyła sobie katolickiego pochówku?A jakiż to zarzut?Że ktoś jest uczciwy wobec siebie,ludzi,wreszcie,nie zawaham się tego napisać:Pana Boga?Za życia nie deklarowała wiary.Prosząc o katolicki pogrzeb zachowałaby się jak hipokrytka."Obyś był zimny albo gorący"-czytamy w Apokalipsie.Nie letni.Lepiej chyba stanąć przed Panem Bogiem jako zdeklarowany ateista niż pozorowany katolik.
Po trzecie wreszcie:może i naiwna była ta wizja nieba pana sekretarza,ale była to jedyna chrześcijańska intuicja na tym świeckim pogrzebie:że nie jesteśmy tylko materią,że mamy nadzieję na życie wieczne.Ja się cieszę,że tego elementu nie zabrakło,tej nadziei,że Umarła gdzieś żyje naprawdę,a nie fikcyjnie przez tę najgorszą z metafor:w naszej pamięci.Czasem dobrze,gdy ktoś z żałobników przemyci wśród panegiryków na cześć zmarłego tę nadzieję.O wiele mocniej i już jednoznacznie w chrześcijańskim duchu zrobił to swego czasu Piotr Fronczewski,który nad trumną Gustawa Holoubka wypowiedział Credo.
Natomiast zgadzam się z tobą,że pani Szymborskiej potrzebna jest modlitwa.Skoro ty i ja wiemy to,czego nie wiedzieli mówcy nad grobem noblistki,to wygląda na to,że możemy coś dla Niej zrobić...
wszystkie komentarze >