dodane 2012-02-07 07:00
PAP |
Cztery tysiące doniesień o przypadkach pedofilii wśród księży napłynęło w ciągu ostatnich 10 lat do Kongregacji Nauki Wiary - podał w poniedziałek jej prefekt kardynał William Joseph Levada, otwierając rzymskie sympozjum biskupów na temat skandalu pedofilii.
W przemówieniu na forum sympozjum "Ku uzdrowieniu i odnowie" na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim z udziałem przedstawicieli 110 episkopatów z całego świata oraz przełożonych 30 zgromadzeń kardynał Levada oświadczył, że Kościół musi udzielić "skoordynowanej odpowiedzi" na skandal nadużyć i brać przykład z Benedykta XVI. Przypomniał następnie, że papież "w ostatnich latach doświadczył ataków ze strony mediów w różnych częściach świata" z powodu skandalu. "Z tego powodu powinna go spotkać wdzięczność nas wszystkich, w Kościele i poza nim" - dodał amerykański kardynał.
Zauważył, że zgłoszone do jego kongregacji sprawy nadużyć ze strony duchowieństwa "ujawniły z jednej strony niewystarczalność odpowiedzi wyłącznie kanonicznej czy też prawa kanonicznego na tę tragedię, a z drugiej potrzebę bardziej złożonej reakcji".
Prefekt Kongregacji Nauki Wiary stwierdził, że sympozjum dowodzi zaangażowania papieża i całego Kościoła na rzecz "znalezienia najlepszego sposobu udzielenia pomocy ofiarom, ochrony nieletnich i kształcenia księży tak, by byli świadomi tej plagi i by została ona wyeliminowana z kapłaństwa".
Kardynał Levada zwrócił uwagę na to, że obecny papież jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary podjął się zadania walki z pedofilią, gdy skandal ten wybuchł pod koniec lat 90. w USA. Podkreślił, że kardynał Joseph Ratzinger odegrał decydującą rolę w uchwaleniu "nowych norm dla dobra Kościoła".
Jako obowiązek Kościoła kard. Levada wskazał wysłuchanie ofiar i zrozumienie "tego, co wycierpiały".
"Warto powtórzyć: ci, którzy dopuścili się nadużyć, to niewielka mniejszość. Lecz mniejszość ta wyrządziła ogromną krzywdę ofiarom i misji Kościoła" - oświadczył kardynał Levada.
Benedykt XVI w przesłaniu do uczestników czterodniowej narady wskazał: "Uzdrowienie ofiar musi być priorytetową troską wspólnoty chrześcijańskiej i musi iść w parze z głęboką odnową Kościoła na każdym szczeblu".
Papież zapewnił o swych modlitwach za tę ważną, jak podkreślił, inicjatywę.
Benedykt XVI "prosi Boga, aby dzięki waszym obradom wielu biskupów i przełożonych zakonnych z całego świata otrzymało pomoc, by odpowiedzieć w prawdziwie chrześcijański sposób na tragedię wykorzystywania dzieci" - głosi przesłanie.
"Ojciec Święty wspiera i zachęca do każdego wysiłku, by odpowiedzieć z ewangeliczną miłością na wyzwanie zapewnienia dzieciom i bezbronnym dorosłym środowiska kościelnego sprzyjającego ich ludzkiemu i duchowemu wzrostowi" - podkreślono w depeszy wystosowanej w imieniu papieża.
Wezwał on uczestników sympozjum, by nakreślili "szeroki wachlarz inicjatyw na rzecz krzewienia w Kościele zdecydowanej kultury skutecznej ochrony oraz wspierania ofiar".
Z Polski na obrady przyjechał biskup pomocniczy archidiecezji przemyskiej Marian Rojek. Jest także przewodnicząca Światowej Konferencji Instytutów Świeckich Ewa Kusz oraz wicegenerał Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych ojciec Jerzy Norel.
9 lutego w podsumowaniu obrad sympozjum na konferencji prasowej udział weźmie ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Hanna Suchocka.
Przeczytaj komentarze | 20 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Moim zdaniem o 4 tys. przypadków za dużo, a słowo "mniejszość", nie powinno tu mieć szczególnego znaczenia. Rację ma Zraz, kiedy pisze, że ton pewnej ulgi, że to przecież mniejszość, pojawiający się w niektórych komentarzach, wydaje się być niestosowny. Bowiem za tymi czterema tysiacami przypadków kryją się wielkie dramaty ludzi pokrzywdzonych, ale chyba i także tych molestujących. Nie ma zatem racji Benedykta, kiedy pisze, że to wykroczenia, ani też sam kardynał Levada, który uważa, że to nadużycia. Moim zdaniem rzeczy należy nazywać po imieniu. Nie tylko zgodnie z kodeksem karnym, ale i w ocenie moralnej, to są poprostu zbrodnie. Inaczej tego nie można nazwać.
Ale ja podobnie jak inni, nie wiem jak temu przeciwdziałać. Czy więcej modlitwy ?, czy bardziej selektywny dobór kandydatów do seminarium ?, czy jakaś zmiana drogi do kapłaństwa ? Niewiem, ale obawiam się, że poważny problem z tym ma również sam Kościół hierarchiczny. Ciągłe przepraszanie i eliminowanie ze swego grona kolejnych kapłanów / pedofilów /, nie rozwiązuje sytuacji. Jest to bowiem nadal leczenie skutków choroby, a nie przyczyn. Może trzeba zdecydowanie traktować tych przestępców, którzy już nigdy nie powinni głosić Ewangelii Chrystusa.
Pierwsza sprawa do Uczestników tej dyskusji, broniących i rozwadniających problem, który od pokoleń trwał w Kościele jako system. Moi drodzy, nie ma tak, jak mówi kard. Nevada, że nadużycia seksualne wśród księży to mniejszość. Oczywiście, procentowo tak, w/g SNAP, czyli organizacji badającej przypadki pedofilii księżowskiej procent tych przestępstw ocenia się na 10-12, zaś biskupi uważają, że jest w granicach 5-6%. Niezależnie od rzeczywistej liczby, a przecież jest wiele nieujawnionych przypadków, ten proceder był ukrywany, a więc sankcjonowany w samym Watykanie, na podstawie tajnych instrukcji. Oznacza to, że sam Kościół we własnej sprawie miał rozstrzygać o winie lub niewinie podejrzanych kapłanów. Jest to coś niebywałego i skandalicznego.
Należy pamiętać, że od wieków Kościół jest organizacją o charakterze międzynarodowym, organizacja religijną, mającą nauczać ludzi moralności, życia w prawdzie i nie krzywdzenia innych. Kościół mający własne wewnętrzne przepisy dotyczące księży, z uwagi na historyczne zaszłości (Tradycja), przyzwyczaił się, że wszelkie wewnętrzne jego sprawy nie mogą być kontrolowane z zewnątrz przez prawo danego państwa. Ponieważ ujawniane od lat przypadki przestępstw seksualnych stały się tak wstrząsające, tak nabrzmiałe, że musiał wreszcie nastąpić wybuch niezadowolenia na świecie.
Jak pisze PiotrP lub "zraz", to nie powinno się w ogóle zdarzyć, ale jeśli nastąpiło z powodu słabości kapłana, obowiązkiem przełożonego powinna być surowa ocena występku i dotkliwe ukaranie. Tego Kościół unikał od dziesiątków lat, mataczył, kłamał, rozmydlał, wywierał psychologiczny nacisk na ofiary, zniesławiał, zaś podejrzani księża byli przesuwani gdzie indziej.
Nie dziwię się, że wreszcie Kościół się ocknął, że już dyskutuje o jego grzechach publicznie. Droga do oczyszczenia jest jeszcze daleka, musi zmienić się meantalność biskupów, kardynałów w samym Watykanie i w poszczególnych państwach. Dobrym krokiem jest zalecenie ścisłej współpracy z organami ścigania, z wymiarem sprawiedliwości.
Kiedy czytam świadectwa przeżyć molestowanych i gwałconych dzieci, których psychika została zdeptana, a które były bezbronne zupełnie, i jako dorośli wobec machiny kościelnej nie mogli dochodzić sprawiedliwości, to myślę o bezwzględności i braku sumienia tych kapłanów, którzy bronili "współbraci w wierze".
Dlatego dziś Kościół katolicki, mający ten garb grzechu, traci na znaczeniu i będzie tracił. Jego rola w społeczeństwie kurczy się i już ma co raz mniejszy wpływ na ludzi.
Ci co jeszcze wierzą w Kościół, ufają, że się pozbiera, trwają przy nim w swej naiwności. Ta stara organizacja, sięgająca zamierzchłych czasów, nie pasuje swoim funkcjonowaniem w dobie szybkiego przepływu informacji i łatwego zdobywania wiedzy. Kościół jest skazany na upadek, który trwa będzie trwał powoli do samego końca.
Nie sposób nie przyznać racji "trupowi" , jest przestępstwo powinna być kara to też takie spotkania powinny służyć raczej poszukiwaniu przyczyn i znajdowaniu sposobu na ich eliminację a nie zastanawianiu się co zrobić ze sprawcami.
W jednym z poprzednich tekstów dotyczących tego sympozjum zauważyłem wypowiedź, z której można wywnioskować , iż rozwiązaniem jest usuniecie księży zamieszanych w pedofilię. To nie jest rozwiązanie problemu tylko doraźne pozbycie się kłopotu, do kolejnej sprawy. Nie wiem co należny zrobić, myślę, ze rozważyć zmianę drogi do kapłaństwa , jednak konieczny jest sposób , który będzie działał przede wszystkim na przyszłość bo dzis rozlaniu mleka już się nie da zapobiec.
wszystkie komentarze >