Agata Puścikowska
Szkoda, że moja koleżanka Ola mieszka od Głubczyc bardzo, bardzo daleko.
Wczoraj rozmawiałam z bliską koleżanką. Dajmy jej na imię - Aleksandra. Ola jest osobą tzw. poszukującą. Ma ogromne problemy z wiarą, z przyjęciem pewnych zasad Kościoła. Do tego z jej opowiadań wynika, że nie miała szczęścia, by do tej pory spotkać duszpasterza, który by z nią normalnie porozmawiał, wysłuchał, bez usilnego nawracania lub co gorsza - potępiania...
A koleżanka to osoba bardzo dobra z gruntu. Pomaga innym, dobrze wychowuje gromadkę dzieci. I moim zdaniem - cały czas szuka tego, Który dla wielu z nas, podobno nie jest trudny do odnalezienia... Koleżanka nawet się podśmiewa: "widocznie nie mam tej łaski. Bo podobno do tego potrzebna jest łaska, prawda?"...
W każdym razie, właśnie wczoraj, Ola rodzaj tej łaski poczuła. Koniecznie, nagle, poczuła potrzebę modlitwy. W kościele. Zimno, dziki mróz. Zamknęła drzwi, rzuciła pracę, poszła na piechotę na spotkanie z Nieznanym. W jej malutkiej mieścinie jest tylko jeden kościół. Weszła, modliła się jak umiała. Na tej swojej modlitwie z potrzeby serca, wymyśliła (sama?), żeby zamówić Mszę św. za zmarłych z rodziny. Weszła więc niepewnie do kancelarii, poprosiła o Mszę. Ksiądz spojrzał podejrzliwie (na co dzień Oli w kościele nie widzi), ale intencję przyjął. A potem przyszło do "co łaska". Koleżanka, nieprzygotowana kompletnie, wygrzebała z torebki ze 30 zł. Ksiądz spojrzał, powiedział że to przymało. A ona - że podobno jest co łaska. A on - że owszem, co łaska. Ale w jego parafii, łaska opiewa na 50 zł. I żeby przyszła kiedy indziej. A zapisaną intencję z księgi wykreślił. Olka płacze, że już nie wróci... A mnie jest po prostu okropnie wstyd. W imieniu Kościoła.
Ale na szczęście widziałam ostatnio i inny Kościół. Według mnie - prawdziwszy. W Głubczycach, gdzieś daleko - tuż pod czeską granicą, gdzie już przysłowiowe wrony zawracają, działa nietypowe duszpasterstwo. Złośliwcy mówią - duszpasterstwo stanikowe. A prowadzi je franciszkanin brązowy, o. Łazarz. Duszpasterstwo to wyjątkowe, bo na pozór (!) nie ma w nim słowa o Bogu, o Kościele. A jednocześnie wszystkie spotkania (co wtorek) są na wskroś przesiąknięte duchem chrześcijańsko - franciszkańskim. Czyli Pokój i Dobro. A kobiety - młode matki z Głubczyc - garną się na te spotkania drzwiami i oknami. Przychodzą z dziećmi, piją kawę, jedzą ciastka. Rozmawiają o wszystkim. A o. Łazarz dba, by na każde spotkanie przyjeżdżał inny, ważny i ciekawy gość. A to prawnik, a to brafiterka (!), a to - mistrz franciszkańskiej kuchni. Reporterska relacja z mojego spotkania z Matecznikiem (bo tak się to miejsce dla kobiet i dzieci nazywa), znajdzie się w najnowszym numerze papierowego Gościa Niedzielnego.
Co warte podkreślenia: chociaż o. Łazarz nie nagania kobiet do kościoła, nie wymusza pewnych postaw i zachowań, "tylko" po prostu z kobietami jest: rozmawia i wspiera, jego podopieczne same potem spowiadają się w klasztorze, dzieci chrzczą, mężów na Msze św. przyprowadzają... Takie nienachalne duszpasterstwo dla wszystkich matek: wierzących, wątpiących, poszukujących... Aż szkoda, że moja Ola mieszka od Głubczyc bardzo, bardzo daleko...
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 21 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Dla równowagi przykład z własnego doświadczenia:
Idę zapłacić za Mszę Św., która się właśnie skończyła a Ksiądz mówi do mnie, że skoro pochodzę z wielodzietnej rodziny (4 rodzieństwa), to nie przyjmnie ode mnie pieniędzy.
Byłem zmieszany, ale świadczy to o dobrym podejściu do życia tego Księdza.
APELUJĘ! Módlmy się Księży!
Jeśli się mówi"co łaska",a żądamy więcej,to nie róbmy z"gęby szlaczek...".Tym bardziej jak to jest
osoba duchowna!Pazerność nie zna granic,a zrazić
można wielu.
wszystkie komentarze >