Gość Niedzielny. Tygodnik Katolicki

Gość Niedzielny

pogoda Katowice 12°C
$ USD 3,4194 EUR 4,3490 Fr CHF 3,6210 £ GBP 5,4342 waluty

Podobno wojujący ateista jest jak yeti

Podobno wojujący ateista jest jak yeti

Jan Drzymała

Wszyscy o nim słyszeli, ale nikt nie widział

„Z ateistami zgadzam się praktycznie we wszystkim oprócz jednego – że nie ma Boga”. Tę myśl ks. Tomasza Halika można by w zasadzie przyjąć, ale z jednym zastrzeżeniem. Trzeba najpierw porozumieć się co do tego, kim właściwie jest ateista. W książkach Halika ateizm to postawa w gruncie rzeczy dość bliska wierze. Być może nawet będąca wiarą – wiarą w to, że Boga nie ma. Musi to być wiara, bo tak, jak nie da się udowodnić jednoznacznie, że Bóg jest, tak samo nie da się dowieść, że Go nie ma. Dowody z istnienia świata czy inne tego rodzaju intuicje, aczkolwiek ciekawe, nigdy nie dadzą jednoznacznej odpowiedzi. Pozostaje więc przekonanie; może wiara?
Prof. Jan Hartman pisze, że „wkrótce będziemy żyć w kraju, w którym ateiści poczują się w końcu u siebie”. No i pięknie, szczerze im tego życzę. Naprawdę. Z wieloma szczegółami w tekście pana profesora się zgadzam, ale generalnie coś mi tu nie gra. Zdaje się, że chodzi właśnie o rozumienie ateizmu.
Profesor Hartman przekonuje, że dziś takie zjawisko, jak wojujący ateista, nie istnieje. Nikt przecież nie domaga się, by głosić z urzędu, że Boga nie ma.
Może wzrok mnie myli, ale ja to jednak widzę. Jeśli ktoś próbuje układać świat tak, jakby Boga nie było. Proponuje tworzenie prawa, które z Boskim wchodzi w otwarty konflikt, to czy tym samym niejako w podtekście nie daje do zrozumienia, że Boga tak naprawdę nie ma i nie musimy się przejmować tym, co ma On nam do powiedzenia? Pan profesor tego nie widzi. Ja niestety widzę i obawiam się, że to nie są tylko przywidzenia. Mógłbym wymienić kilka nazwisk, ale dam sobie spokój. Te osoby i tak zbyt często brylują w mediach.
Autor tekstu protestuje również przeciw nadmiernej ingerencji Kościoła katolickiego w życie społeczno-polityczne. Co więcej, przekonuje, że ta ingerencja odbywa się na nierównych zasadach, bo przedstawiciele Kościoła zamiast wziąć udział w debacie jak równy z równym, robią to z pozycji uprzywilejowanej. Zamiast dyskutować – „nauczają”.
Mnie tylko ciągle zastanawia, dlaczego dla ateisty to miałoby stanowić jakiś problem. Gdybym był ateistą, uczciwym wobec siebie i wyznawanych przekonań, czy przejmowałbym się jakimś tam „nauczaniem” tego czy tamtego biskupa? Nie wydaje mi się. Tymczasem w publicystyce często przedstawia się Kościół tak, jakby był jedną z wiodących sił politycznych w Polsce, jakby tu na ziemi dążył do osiągnięcia jakiejś władzy.
A przecież wcale nie o to chodzi. Jeśli ktoś mówi inaczej, mija się z prawdą – nawet, a może właśnie szczególnie – jeśli mówią to ludzie, którzy deklarują przywiązanie do Kościoła.
Kościół nic nikomu nie może narzucić siłą. Jeśli nie wdaje się w bezpośrednią dyskusję z politykami, to tylko przemawia na Jego korzyść, bo Kościół nie jest od politykowania.
Kościół ma wskazywać drogę tym, którzy są jego członkami. Jeśli więc wciąż ponad 90 proc. społeczeństwa uważa się za katolików, to trudno się spodziewać, że Kościół będzie siedział cicho, kiedy to społeczeństwo wyczynia takie czy inne harce sprzeczne z wartościami, które powinny być mu bliskie.
Kościół udowadnia, jakimi hipokrytami jesteśmy my Polacy, kiedy mówimy, że jesteśmy katolikami, ale... wybiórczo. To gryzie do tego stopnia, że lepiej nazwać się ateistą i mieć święty spokój.
Zdaje się, że Kościół katolicki jest dzisiaj chyba najsilniejszym głosem, który mówi, że liczy się coś więcej, niż zaspokojenie zachcianek i popędów. To jest powód, dla którego często obrywa. Pudrowanie tego faktu rzekomą walką o równouprawnienie ateistów czy kogo tam jeszcze, jest nieporozumieniem. Mam wrażenie, że w przebraniu ateizmu tak naprawdę siedzi nihilizm, o którym Jerzy Sosnowski na łamach „Więzi” pisze tak:
„Nihilizm etyczny i społeczny to konsekwentne lekceważenie wartości – prawdy, dobra, piękna, lub innych, jakkolwiek zdefiniowanych, które by niosły ze sobą pojęcie powinności i służby (czemuś) – poza zwycięstwem w kolejnym etapie walki o byt, gdzie aktualną nagrodą może być przyjemność zmysłowa, satysfakcja ze zdobytej władzy, albo przynajmniej z możliwości nieskrępowanej ekspresji własnych uczuć, zwłaszcza negatywnych, do innych osobników”.

«« | « | 1 | » | »»

Wykop

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 36 | Dodaj swój komentarz »

Śledzenie dyskusji...

Najwyżej oceniane:

Ocena: 34 Głosów: 38 Irena Jurand 2012-01-30 19:07
Niezalogowany użytkownik Nie wszyscy ateisci walcza z Kosciolem. Ja otwarcie przyznaje sie do ateizmu, ale z Bogiem nie walcze. Wrecz przeciwnie. Uwazam, ze swiat z Dekalogiem to swiat bezpieczny i bardziej ludzki.
Ocena: 25 Głosów: 29 L. 2012-01-31 11:45
Niezalogowany użytkownik Oczywiście, że ateizm to wyznanie! Książki typu: „Niezbędnik Ateisty” w księgarniach układane są w dziele "religia". ;-)))
Ocena: 20 Głosów: 34 Paryżanin 2012-01-30 17:06
Niezalogowany użytkownik Przeczytałem artykuł prof. Hartmana w "Newsweeku". Na kilku stronach wiele treści. Właściwie zarzut za zarzutem. Od refleksji metafilozoficznych, przez historiozoficzne do teologicznych. Kilka ciekawych intuicji - choćby o potrzebie sporu i dialogu w obrębie społeczeństwa, o bolączkach polskiego katolicyzmu. Natomiast o teologii, historii Kościoła, praktyce pastoralnej, nastrojach kościelnych w Zachodniej Europie ma Pan Profesor niewielkie pojęcie (dużo podróżuję, spotykam wiele osób, więc wiem o czym mówię). Na pewno nie przeczytał niedawnego przemówienia prezydenta Francji o kluczowej roli religii (pozytywnej i twórczej) w obrębie państwowej laickości. Ni przypiął, ni przyłatał dostaje się w ostatnim zdaniu artykułu Pana Prof. Radiu Maryja. Z butną miną mentora wypowiada się o wszystkim i na każdy temat, bo oczywiście jako profesor UJ wie wszystko i wszystko przebadał, a wypowiedzi o magisterium papieży są tak powalające ignorancją, że wypada chyba wysłać pocztą w prezencie kilka pozycji J. H. Newmana. Tak na prawdę, gdzieś w tym wszystkim nie kryje się ateizm, tylko niezgoda na poszukiwanie wartości, pragnienie, żeby królowało "nic". Mamy więc, wedle logiki prof. Hartmana, prawo spierać się o to "nic": głośno i bez skłaniania głowy. Jestem zawiedziony poziomem Newsweeka. Tekst bardziej propagandowy, niż odkrywczy. Polecam w to miejsce najnowszy numer "Więzi" pod tytułem "Nihil(iści) novi" - dla tych, którzy poszukują intelektualnej przygody, a nie kilku frazesów.
Ocena: 16 Głosów: 24 Anteas 2012-01-31 08:51
No niestety tródno nie przyznać racji autorowi artykułu. Chyba że jest się wojującym ateistą.

wszystkie komentarze >

Komentarz z dnia

N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9

Dodatki specjalne