• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Proces przeciw ks. Isakowiczowi-Zaleskiemu umorzony

    PAP

    dodane 01.12.2011 15:28

    Sąd umorzył w czwartek proces karny o zniesławienie wytoczony ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu przez oficera wywiadu PRL Edwarda Kotowskiego. Powód umorzenia to nieobecność Kotowskiego w sali rozpraw. W tym czasie udzielał on wywiadów mediom przed salą.

    Oficer wywiadu PRL Edward Kotowski oskarżył o pomówienie ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który powiedział o nim, że zbierał w Watykanie informacje przydatne do zamachu na Jana Pawła II. Ksiądz odpierał zarzuty. Chciał ujawnienia w sądzie nowych dokumentów.

    Niejawny dla publiczności proces miał się rozpocząć w czwartek przed Sądem Rejonowym Warszawa-Mokotów. Kilka minut przed planowanym rozpoczęciem rozprawy do Kotowskiego podeszło kilka ekip telewizyjnych oraz uczestnicy odbywającej się przed sądem pikiety "Solidarnych 2010" popierającej księdza.

    Kotowski, który początkowo nie chciał rozmawiać z mediami, wdał się z nimi w dyskusję. Jak mówił, "pracował dla państwa polskiego" i nie uczestniczył w przygotowaniach do zamachu na Jana Pawła II. Na uwagę jednego z pytających, że "był częścią układu prześladującego osoby takie jak ks. Isakowicz-Zaleski", Kotowski odparł, że "nie może odpowiadać za inne osoby, tak jak ks. Isakowicz-Zaleski nie odpowiada za zło Kościoła, np. inkwizycję".

    W tym czasie protokolant wywołał rozprawę i do sali wszedł tylko oskarżony ks. Isakowicz-Zaleski z obrońcą, mec. Iwoną Zielinko. Wyszli po kilku minutach, informując, że sąd umorzył proces z powodu nieobecności oskarżyciela prywatnego. "To był podstęp, zatrzymaliście mnie państwo tutaj, aby sprawa została umorzona, gratuluję księdzu" - mówił wzburzony Kotowski, który dobijał się potem do sali rozpraw, ale drzwi były już zamknięte. Ma on prawo zaskarżyć postanowienie sądu o umorzeniu sprawy - nie wiadomo, czy tak uczyni.

    W styczniu 2009 r. w wywiadzie dla gazety "Polska The Times" ksiądz powiedział, że ppłk Kotowski jako oficer wywiadu PRL o pseudonimie "Pietro" miał w Watykanie prowadzić agenta o kryptonimie "Prorok" i uczestniczyć w ten sposób w zbieraniu informacji z życia osobistego papieża, które mogły posłużyć zorganizowaniu zamachu na Jana Pawła II. Kotowski zaprzecza temu, podkreślając, że to nie on prowadził tego agenta, a ustalenia badaczy nie wskazują, by "Prorok" miał przekazywać informacje, które mogłyby być przydatne do ewentualnego zamachu.

    "Obciążanie mnie przypisywanymi informacjami jest pozbawione jakichkolwiek podstaw i stanowi wielkie nadużycie, nie tylko moralne, ale także wyczerpuje znamiona i zakres przestępstwa określonego w art. 212 par. 2 Kodeksu karnego" - oświadczył Kotowski. Według tego artykułu (trwa kampania społeczna o jego wykreślenie jako godzącego w wolność słowa) za pomówienie w mediach o działanie mogące poniżyć kogoś w opinii publicznej grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku więzienia. Jak mówił, wybrał drogę procesu karnego, bo uznaje ją za szybszą.

    Kotowski (obecnie emeryt) mówił PAP w sądzie, że w latach 1979-83 pracował w misji dyplomatycznej PRL przy Watykanie i jednocześnie był oficerem wywiadu, a "role te uzupełniały się". Dodał, że działał na rzecz "zdecydowanego polepszenia" stosunków państwo-Kościół. Zaprzeczył, by służby PRL miały jakikolwiek związek z zamachem na placu św. Piotra w maju 1981 r. Przyznał, że był już przesłuchiwany w śledztwie IPN w sprawie zamachu na Jana Pawła II (śledztwo trwające od 2006 r. ma się zakończyć umorzeniem - PAP).

    "Uważam, że pan Kotowski prowadził szkodliwą działalność wobec Kościoła i zamierzam to wykazać na procesie" - powiedział przed salą rozpraw ks. Isakowicz-Zaleski. Jego zdaniem ta sprawa nie nadaje się na proces karny, a co najwyżej na cywilny. Art. 212 Kk ksiądz uznaje za służący "kneblowaniu wolności słowa".

    Ks. Isakowicz-Zaleski to były kapelan nowohuckiej Solidarności, zwolennik lustracji w Kościele. Autor głośnej książki "Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej" (2007).

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • dr Edward Kotowski
      24.12.2011 13:09
      z p[iotr.salon24.pl :
      @Piotr Stróż
      Panie Piotrze, W Wigilijny Dzień chciałbym Panu przekazać radosną nowinę. Oto, od kilkunastu dni, obserwuję lawinowe wycofywanie, przez Administratorów witryn, osławionego linku http://lustronauki.wordpress.com/2009/02/02/edward-kotowski/, który na masową skalę rozpowszechniał treści nie mniej osławionego złą sławą wywiadu ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, udzielonego dla "Polska The Times", o tytule: "Agent "Prorok" szpiegował Jana Pawła II w Watykanie (30.01.2009r.).Widać rozgłos, jaki towarzyszy procesowi księdza i dopływające informacje o tym, że dokonał on pomówienia mojej osoby spowodowały swoje. Administratorzy boją się odpowiedzialności karnej z art.212& 2kk, co w świetle Wyroku SN,sygn. akt:I CSK 213/07 oraz Wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn.akt:IACa 1402/09 z 15.07.2010r.jest po prostu realne. Otóż te wyroki stanowią, że przedruk pomawiających treści, także z poważnych mass-mediów, nie zwalnia od odpowiedzialności karnej tych, co ten proceder uprawiają w swoich mass-mediach, niezależnie od odpowiedzialności karnej głównych pomawiających.Pozdrawiam.
    • dr Edward Kotowski
      24.12.2011 19:36
      Aby nie być gołosłownym, niniejszym przekazuję Czytelnikom treść mojego Wniosku, z dnia 20 lipca 2010r. przesłanego do Sądu w sprawie jawności postępowań przed sądem mokotowskim. Rzecz jasna na ten Wniosek, ani na jakiekolwiek inne wnioski ( w tym dowodowe) nigdy nie otrzymywałem odpowiedzi. To jest korespondencja tylko w jedną stronę. To ostatnie to jeszcze pół biedy, gdyby te wnioski były realizowane zgodnie z ich treścią, a nie odwrotnie, tak jak było z tym, który w całości zacytuję:

      „Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
      III Wydział Karny
      00-873 Warszawa
      ul.Ogrodowa 51a

      Dotyczy spraw: a)sygn.: III K 71/10
      b)sygn.: III K 496/10

      W N I O S E K

      W oparciu o treść art. 359 pkt 2 Kodeksu Postępowania Karnego, jako pokrzywdzony, niniejszym wnoszę o to, aby postępowanie sądowe w obu sprawach przywołanych w piśmie (na wszystkich jego etapach) odbywało się jawnie.
      Swój Wniosek uzasadniam tym, że częściowa kwerenda archiwalna tytułów prasowych, jaką ostatnio przeprowadziłem, ujawniła, że publikacja, która jest przedmiotem postępowania sądowego została przedrukowana w, co najmniej, 27 tytułach (dzienniki, tygodniki, miesięczniki).
      W powyższej sytuacji, w moim interesie osobistym, a zapewne i prawnym tych tytułów prasowych, leży to, aby poprzez jawność postępowania sądowego, dotrzeć z obiektywną informacją przynajmniej do tych samych odbiorców, do których te mass-media, zapewne nieumyślnie, doprowadziły kłamstwa, znieważenia i pomówienia dotyczące mojej osoby.
      Uprzejmie proszę o poinformowanie mnie oficjalnie, na piśmie, o sposobie załatwienia mojego Wniosku, bowiem chcę osobiście zwrócić się do mass-mediów z informacją w tej sprawie, aby one mogły wypracować swój punkt widzenia i poinformować swoich odbiorców o rzeczywistym stanie sprawy, w powiązaniu z tym, co było zawarte w przedrukach.
      Myślę też, że z punktu widzenia interesu społecznego byłoby to również korzystne, bo fałszywe informacje dotyczące mojej osoby, jak wskazuje profil tytułów prasowych, dotarły do wszystkich środowisk, nie wyłączając czytelników pism kobiecych: „Pani”, „Twój Styl”, „Pani Domu”, „Gala” a nawet „Szpilek”, czy środowisk rolniczych („Zielony Sztandar”) czy biznesowych („Puls Biznesu”).
      W powyższej sytuacji nie wyobrażam sobie, aby w stosunku do osób winnych, niezależnie od tego, których ostatecznie to będzie dotyczyć, była możliwa moja zgoda na pojednanie.
      Z wyrazami szacunku
      dr Edward Kotowski
      Egz. Nr 1 – adresat
      Egz. Nr 2 – a/a”
      (Dodaję, ze chodziło mi o inernetowe wydania tych tytułów prasowych).
      Jak wiadomo, mimo mojego Wniosku, który, wg treści art. 359 pkt 2 kpk, jest wiążący dla Sądu, tenże jednak utajnił rozprawę wyznaczoną na dzień 1 grudnia 2011 r. powołując się na ten sam artykuł. Dodam, że można taką rozprawę utajnić jedynie wtedy, gdy zgodzi się na to pokrzywdzony.
      Niestety, pokrzywdzony nie miał tu nic do powiedzenia. A przecież, to nie strony procesowe są dla sądu, a chyba odwrotnie, zgodnie ze znaną zasadą pomocniczości wszelkich instytucji państwowych wobec obywatela.Wydaje się, że obraza prawa procesowego, a konkretnie art. 359 pkt 2 kpk, może stanowić podstawę do wniesienia apelacji do sądu apelacyjnego, jeśli sąd okręgowy oddali moje zażalenie na Postanowienie, którego treści nie znam, bo mi go dotąd (do 24 grudnia b.r) nie przysłano. Co prawda, ogłosił je na korytarzu sądowym oskarżony, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, ale przecież nie jest on pracownikiem sądu mokotowskiego i nie za bardzo mogę mu wierzyć. A może tego Postanowienia po prostu nie ma ?
      dr Edward Kotowski

    • dr Edward Kotowski
      31.12.2011 18:42
      Jako "nobilitowany"U szpieg, „figurujący” na poczesnym miejscu w rankingu światowym ludzi tej profesji, chciałbym poświęcić kilka zdań na podsumowanie obecnego etapu sprawy III K 71/10.
      Zacznę od nawiązania do kuriozalnego rozpoczęcia procedury rozprawy głównej, w dniu 1 grudnia 2011 r. i jej nieoczekiwanego zakończenia, które z niezrozumiałych dla mnie powodów wprawiło w euforię oskarżonego ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, jak i jego licznych zwolenników przybyłych do Sądu i tu go wspierających. Patrząc na jego „triumfującą” minę, gdy wychodził z sali Sądu i ogłaszał umorzenie sprawy z powodu niestawienia się na sali oskarżyciela prywatnego, zastanawiałem się, czy on zdaje sobie sprawę z tego, co zaszło ? Wydaje się, że on nie zrozumiał tej sytuacji, bowiem z powodów proceduralnych, o których nie warto tu już mówić, doszło do tego, że kwestia jego niewinności, którą tak namiętnie przed procesem głosił, nie doczekała się potwierdzenia sądowego.Oznacza to, że w odczuciu opinii publicznej nie doszło do jego samooczyszczenia się przed sądem, co tu mówić, z bardzo poważnego zarzutu, o tym, że mówił nieprawdę. Dla duchownego jest to szczególnie zarzut poważny i obciążający jego misję społeczną. Ja, na jego miejscu z przebiegu wydarzeń w Sądzie nie cieszyłbym się, a wręcz odwrotnie, prosiłbym Sąd, aby spowodować skuteczne powiadomienie oskarżyciela prywatnego, aby ten wszedł na salę sądową. Zależałoby mi bowiem na tym, gdybym czuł się niewinnym, aby Sąd to potwierdził. Chyba, że ktoś czuje się winnym i nie chce rozstrzygnięcia sądowego? Nie dojście do wydania wyroku sadowego, z przyczyn proceduralnych nie jest jakąkolwiek wygraną osoby niewinnej! Odwrotnie, jest przegraną ! Czyżby aż problem był taki trudny dla oskarżonego, że wolał przegrać, tylko w sposób mniej dokuczliwy! ? Zdawałem sobie sprawę, że może coś wyniknąć dla mnie niekorzystnego z mobilizacji stronników księdza, ale nie zakładałem, że będzie to, co się stało. Dlatego też świadomie upubliczniłem akt oskarżenia, w którym jest zawarte to wszystko, co obciąża oskarżonego, bo spodziewałem się, że z powodu kruczków formalnych, może nie dojść do odtajnienia rozprawy. Jak zauważyłem na wokandzie to się stało, a z późniejszych medialnych enuncjacji księdza wynikało, że był on zgorszony tym moim zachowaniem. Czyżby utajnienie sprawy było mu na rękę ? Rzecz jasna, wpierw, upubliczniłem wszystkie inne dokumenty w tej sprawie, bo wiedziałem, że to jest jedyny sposób na dotarcie z prawdą do opinii publicznej, a nie byłem na tyle naiwny, aby ufać, że procedury sądowe - i nie tylko - będą mnie sprzyjać. Nie wiem, czy Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględni moje Zażalenie ? I to nie jest już aż tak istotne z punktu mojego osobistego interesu. Jest bardziej istotne z punktu widzenia interesu prawdy jako takiej i interesu wymiaru sprawiedliwości.Pozdrawiam.dr Edward Kotowski

    • dr edward kotowski
      20.02.2012 08:18
      Edward Kotowski


      SPRAWA III K 71/10. ZATRZASNĄĆ DRZWI ! Przed wyrokiem …

      Nie znam jeszcze treści uzasadnienia X Wydziału Karno Odwoławczego Sądu Okręgowego w Warszawie, ale przypuszczam, że jego istota polegać może na tym, że Sąd nie dał wiary temu, że nie usłyszałem wezwania na salę.Skoro tak, to wypada mi tylko go skomentować cytatami. Najpierw cytat dotyczący fizjologii słuchu, potem zjawisk paranormalnych i wreszcie dotyczący sposobu bycia szpiegiem, w kwestii obrony przed zagrożeniami. Otóż, komunikat (dźwiękowy) o wywołaniu przez protokolanta rozprawy głównej, wg teorii fizjologii słuchu, aby dotrzeć do świadomości słuchającego, przebiega w następujących fazach:
      1. Dźwięk dociera do przewodu słuchowego zewnętrznego.
      2. Po dotarciu do błony bębenkowej wprawia ją w drgania mechaniczne.
      3. Łańcuch kosteczek słuchowych przekazuje drgania mechaniczne do ślimaka.
      4. Drgania mechaniczne wprawiają w ruch płyn zawarty w ślimaku.
      5. Ruch płynu powoduje ruch rzęsek słuchowych do przodu i do tyłu. W ten sposób generowane są impulsy elektryczne odbierane przez nerw słuchowy. Rzęski słuchowe zgromadzone na jednym z końców ślimaka odpowiadają za przekazywanie dźwięków o niskiej częstotliwości, a te z drugiego końca — za przekazywanie dźwięków o wysokiej częstotliwości.
      6. Mózg odbiera impulsy elektryczne z nerwu słuchowego i interpretuje je jako dźwięk./http://www.hear-ring.com/hearring/?q=pl/page/1757/
      Jak, Sąd Rejonowy dla Mokotowa, dokonał tej „podróży”poprzez moje ucho zewnętrzne, wewnętrzne i potem środkowe, aż do mózgu - tego nie wiem, nawet jako niezły „szpion”. Ale, jak widać, to było możliwe, skoro swoją powagą zdecydował, że ten komunikat musiałem usłyszeć, a później Sąd Okręgowy to potwierdził. A może mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem bilokacji ? Otóż wg Wikipedii :”Bilokacja – zjawisko paranormalne polegające na możliwości znajdowania się w dwóch miejscach jednocześnie. Osoby, które rzekomo doświadczają bilokacji są w pełni świadome swojego przebywania w dwóch miejscach. Występowanie bilokacji przypisywano hinduistycznym mistrzom duchowym i joginom, świętym katolickim oraz islamskim fakirom.” /http://pl.wikipedia.org/wiki/Bilokacja/. Skoro mogliśmy tu mieć do czynienia ze zjawiskiem paranormalnym, to nie należy wykluczać, że jeśli ono już raz pojawiło się, to może pojawić się i w przyszłości.Być może, widząc co się dzieje, Opatrzność sprawiła, że nie dosłyszałem owego komunikatu o wywołaniu rozprawy, bowiem można sobie wyobrazić, że sąd, który jest w stanie dotrzeć fizykalnie do mojej świadomości, byłby w stanie dotrzeć fizykalnie i do świadomości księdza w momencie, gdy udzielał osławionego wywiadu trzy lata temu. W związku z czym przygotowany pracowicie przeze mnie Akt Oskarżenia i wykazany w nim dolus directus (zamiar bezpośredni) mogłby zostać całkowicie anihilowany i przeistoczyłby się w dolus innocentus, czyli w swoją odwrotność, a utajnienie rozprawy spowodowałoby to, że zagrożony karą więzienia za ewentualne ujawnienie jej przebiegu, nie mógłbym nawet pisnąć na ten temat. A tak, wobec upublicznienia treści tego aktu przedtem, bohater narodowy (określenie red. Jana Pospieszalskiego, który usiłował mi wytłumaczyć, że kogoś takiego nie powinienem nigdy pozywać do sądu) ma możliwość publicznie ustosunkować się do tez aktu oskarżenia i punkt po punkcie, je obalić. Zaś opinia publiczna wyda ostateczny wyrok. Dopóki tego nie będzie w mojej świadomości, a także zapewne wielu innych, ksiądz będzie ciągle w stanie oskarżenia. Jeśli to jemu nie będzie przeszkadzać, to będę gratulować dobrego samopoczucia. Czekam więc na publiczną „rozprawę” oskarżonego i wykazanie, że owego osławionego i pomawiającego mnie wywiadu w ogóle nie było, a jeśli był to został przeze mnie opacznie odebrany. Albo też, wygłaszając te treści nie miał on jakiegokolwiek zamiaru aby mnie pomówić. Summa summarum, w wytworzonej sytuacji, mnie jako „nobilitowanemu” szpiegowi, a wg Jana Pospieszalskiego „sowieckiemu agentowi”, zajmującemu poczesne miejsce w rankingu światowych szpiegów (byłych i obecnych)/http://www.amazon.com/Szpiedzy-1918-1945-Amerykańscy-Brytyjscy-Francuscy/dp/1232665479/, posługujących się przede wszystkim mózgiem, nie wypada nic innego, jak oświadczyć, że w innym przypadku, obecne i przyszłe wypowiedzi księdza o dwóch nazwiskach, będę mnie obchodzić tyle, co zeszłoroczny śnieg. „Nobilitacja”, jak wiadomo, zobowiązuje, gdyż wg Suworowa: "W zawodzie szpiega kiedy popełnisz błąd masz przeciw sobie 3 helikoptery, 10 psów, 100 policjantów i jeśli trzeba to i wóz pancerny. Pistolet i karate nic ci nie da. Jedyne czego potrzebujesz to twój mózg." - mówi w rozmowie z PCWK Online Wiktor Suworow, pisarz i publicysta, były rezydent radzieckiego wywiadu wojskowego w Genewie. /http://www.pcworld.pl/news/101831/Wiktor.Suworow.Prawdziwy.szpieg.nie.uzywa.gadzetow.Szpieg.uzywa.tylko.mozgu.html/.
      I to by było w zasadzie tyle, tytułem podsumowania, w sprawie III K 71/10. Dodam jeszcze tylko, że X Wydział Karny Odwoławczy Sądu Okręgowego w Warszawie, w pokrewnej sprawie, o sygn.akt: III K 496/10, potwierdził nieprawdę, w dokumencie mającym znaczenie prawne o czym też pisałem kilkakrotnie./http://iskry.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=12601&Itemid=4/.
      Mam też złą wiadomość dla dra Józefa Wieczorka (nfajw-a): link lustronauki.wordpress.com/2009/02/02/edward-kotowski/, który tak obficie był umieszczany na stronach internetowych, teraz znika jak śnieg topniejący wiosną. Administratorzy witryn, na skutek nagłośnienia procesu księdza zdali sobie sprawę jakiego rodzaju „prawdę” ten link rozpowszechniał i aby nie narazić się na odpowiedzialność karną masowo go usuwają. Sam dr Józef Wieczorek powinien również i o tym pomyśleć w odniesieniu do witryny Niezależnego Forum Akademickiego, jeśli zachowa trzeźwość w ocenie sytuacji.
      A sądy? No cóż, jak to sądy...Mam udokumentowane ich negatywne stanowisko w tej sprawie od samego początku i wiele dobrego nie mogłem się po nich spodziewać. Jedynie nieprzewidziany zbieg okoliczności nie pozwalający mi na wejście na salę rozpraw uniemożliwił to, aby za zamkniętymi drzwiami, w warunkach jej utajnienia wbrew mojej woli, wyrażonej pisemnie, w formie Wniosku z 20 lipca 2010 r., sprawa ta przybrała takie zakończenie i przebieg, jakiego w najśmielszych snach, mój przeciwnik procesowy by sobie nie wyobraził. A ja na temat jej przebiegu, nie mógłbym nawet pisnąć mass-mediom, bo groziłoby mi za to więzienie. To byłoby prawdziwe kneblowanie ust pokrzywdzonemu. Niech więc ksiądz „uwolniony” w przedziwny sposób od odpowiedzialności, nadal głosi prawdę w swojej misji duszpasterskiej, a także lustruje swoich konfratrów. W tej ostatniej kwestii, nawet gdyby twierdził, że prowadziłem kogoś bardziej dostojniejszego w wymowie semantycznej pseudonimu aniżeli „Prorok”, też zamilczę. A ja wracam do malarstwa, z poczuciem, że sądy, dla takich jak ja, nie służą do szukania w nich sprawiedliwości. Co należało dowieść, jak niegdyś mawiał mój bardzo dobry nauczyciel matematyki i fizyki. Wypada jeszcze tylko zapytać, czy twierdzenie, że Polska jest państwem praworządnym, należy między bajki włożyć? Tym bardziej, że to może być kolejnym przejawem dyskryminacji po sławetnej decyzji obniżenia emerytur dla tej sporej grupy społecznej, wyrażającej się w tym, że przelicznik naliczania emerytury zmniejszono niemal czterokrotnie ( z 2,6% na 0,7% rocznie) o czym nikt, poza zainteresowanymi już nie pamięta. Nec Hercules contra plures. Pozdrowienia dla Czytelników.
      dr Edward Kotowski
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół