Reklama

  • żalek
    11.12.2011 21:16
    'KATOLE" i "SUKINSYNY". Te słowa świadczą o miłości do ludzi świadczonej przez obywatela rymanowskiego.

    Ot, cała prawda o tym smutnym człeku....
    Żenujący koleś!
  • trl
    11.12.2011 23:01
    Hehe... aŁtorytet z tefałenu... GN sie pogrąża...
  • Andrzej
    12.12.2011 12:14
    Właśnie w niektórych tutaj komentarzach widzę gnuśność, zacietrzewienie i zaściankowość. Oderwijcie się od czubka własnego nosa, poszerzcie horyzonty bo przez takich jak wy ateiści nas zewsząt opluwają i wylewają na nas pomyje. Cieszę się że są ludzie w sferze publicznej jak p. Rymanowski którzy nie boją się przyznać do wiary i z uśmiechem robią to do czego są powołani i modlą się o to by wykonać swoją robotę jak najlepiej. Tak trzymać, piękne świadectwo.
  • dek
    12.12.2011 18:47
    Dzięuję. Dobrze zrobione i ciekawe, choc proste
, aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
Gość

    Miłość nie wrzeszczy

    dodane 01.12.2011 00:15

    O Kościele jak bukiecie i powiązaniach z Opus Dei z Bogdanem Rymanowskim rozmawia Agata Puścikowska

    Agata Puścikowska: Kościół Bogdana Rymanowskiego to Kościół toruński czy łagiewnicki?

    Bogdan Rymanowski: – Papieski! Stanowczo. I to wszystkich papieży: Jana Pawła II, Benedykta XVI i wcześniejszych. Chociaż rzeczywiście najbardziej związany jestem z Janem Pawłem. Po prostu dlatego, że moja młodość to Kraków.

    Czyli jednak łagiewnicki...

    – Jeśli w sensie sanktuarium Bożego Miłosierdzia, to tak. I tylko w takim sensie. Bo jeśli masz na myśli zaangażowanie polityczne, to nie, stanowczo dziękuję. Irytuje mnie zaangażowanie Kościoła w politykę, konkretne deklaracje poparcia. Wybieram Kościół żyjący Ewangelią, apolityczny.

    Tyle że podobno taki nie istnieje.

    – Nieprawda. Znam mnóstwo księży, którzy z polityką nie mają nic wspólnego. Potrafią rozmawiać z pisowcem i platformersem, bo wiedzą, że ich rolą nie jest mówienie, na kogo mamy głosować. Mówią natomiast – bardzo konkretnie – jaką ścieżką moralną mamy iść. Bo Kościół ma obowiązek mówienia o sprawach moralnych głośno i wyraziście.

    Jednak często zabrania się ludziom Kościoła mówić głośno właśnie na tematy moralne.

    – Nie przesadzajmy. Niektórzy ludzie Kościoła mają czasem tendencję do stwarzania pozy męczeńskiej: biją nas. A prawdziwe męczeństwo Kościoła dzieje się gdzie indziej. Naprawdę w wielu krajach giną chrześcijanie. Zachowajmy więc właściwe proporcje. My w Polsce jesteśmy w komfortowych warunkach: możemy mówić, możemy słuchać. Dodam, że akurat dla Kościoła wolność jest wyzwaniem. Bo kiedyś, w czasach komunizmu, rzeczywistość była biało-czarna. Byli dobrzy i źli. Dziś rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, z wieloma odcieniami. I te odcienie trzeba zrozumieć, nie upraszczać.

    Kościół upraszcza rzeczywistość?

    – Wszyscy mamy taką tendencję. Nie rozumiem, dlaczego gdy mówimy o problemach Kościoła, myślimy „problemy z klerem”. Przecież Kościół to również świeccy. Każdy z nas, ochrzczonych, jest katolem. A z tego wynikają pewne obowiązki.

    Na przykład dawanie świadectwa. Choćby w GN. Ciężko było Cię przekonać...

    – Ale dawanie świadectwa, czy – górnolotnie – ewangelizowanie nie musi polegać na dawaniu wywiadu dla „Gościa”. Jak ja w ogóle dałem się namówić? (śmiech) Moja wiara nie jest na sprzedaż. Więc nie wiem, czy dobrze robię, rozmawiając z tobą... A na serio: tzw. świadectwo często może być odbierane jako zwykłe chwalenie się. Może też wynikać z jakiegoś ekshibicjonizmu religijnego. Dlatego jak mogę, to staram się tego unikać. Tym bardziej że sam nie jestem święty. Mam tyle słabości, grzechów, że nie bardzo wiem, jak mógłbym naprawdę świadczyć. Że co? Deklaruję pewne postawy, wybory, a potem w realnym życiu upadam. Byłoby to dla mnie czystą hipokryzją. Wydaje mi się zresztą, że prawdziwe świadectwo to codzienne życie. To, jak się traktuje rodzinę, znajomych, napotkanych ludzi. Więcej osób bardziej nawraca się przez świadectwo czynu niż świadectwo werbalne. Jeżeli ktoś krzyczy, że jest katolem, a w pracy jest sukinsynem albo ma na boku kochankę, to gadać o Panu Bogu może długo i zdrowo. Tylko po co?

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Reklama

    Miłość nie wrzeszczy

    dodane 01.12.2011 00:15

    O Kościele jak bukiecie i powiązaniach z Opus Dei z Bogdanem Rymanowskim rozmawia Agata Puścikowska

    Agata Puścikowska: Kościół Bogdana Rymanowskiego to Kościół toruński czy łagiewnicki?

    Bogdan Rymanowski: – Papieski! Stanowczo. I to wszystkich papieży: Jana Pawła II, Benedykta XVI i wcześniejszych. Chociaż rzeczywiście najbardziej związany jestem z Janem Pawłem. Po prostu dlatego, że moja młodość to Kraków.

    Czyli jednak łagiewnicki...

    – Jeśli w sensie sanktuarium Bożego Miłosierdzia, to tak. I tylko w takim sensie. Bo jeśli masz na myśli zaangażowanie polityczne, to nie, stanowczo dziękuję. Irytuje mnie zaangażowanie Kościoła w politykę, konkretne deklaracje poparcia. Wybieram Kościół żyjący Ewangelią, apolityczny.

    Tyle że podobno taki nie istnieje.

    – Nieprawda. Znam mnóstwo księży, którzy z polityką nie mają nic wspólnego. Potrafią rozmawiać z pisowcem i platformersem, bo wiedzą, że ich rolą nie jest mówienie, na kogo mamy głosować. Mówią natomiast – bardzo konkretnie – jaką ścieżką moralną mamy iść. Bo Kościół ma obowiązek mówienia o sprawach moralnych głośno i wyraziście.

    Jednak często zabrania się ludziom Kościoła mówić głośno właśnie na tematy moralne.

    – Nie przesadzajmy. Niektórzy ludzie Kościoła mają czasem tendencję do stwarzania pozy męczeńskiej: biją nas. A prawdziwe męczeństwo Kościoła dzieje się gdzie indziej. Naprawdę w wielu krajach giną chrześcijanie. Zachowajmy więc właściwe proporcje. My w Polsce jesteśmy w komfortowych warunkach: możemy mówić, możemy słuchać. Dodam, że akurat dla Kościoła wolność jest wyzwaniem. Bo kiedyś, w czasach komunizmu, rzeczywistość była biało-czarna. Byli dobrzy i źli. Dziś rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, z wieloma odcieniami. I te odcienie trzeba zrozumieć, nie upraszczać.

    Kościół upraszcza rzeczywistość?

    – Wszyscy mamy taką tendencję. Nie rozumiem, dlaczego gdy mówimy o problemach Kościoła, myślimy „problemy z klerem”. Przecież Kościół to również świeccy. Każdy z nas, ochrzczonych, jest katolem. A z tego wynikają pewne obowiązki.

    Na przykład dawanie świadectwa. Choćby w GN. Ciężko było Cię przekonać...

    – Ale dawanie świadectwa, czy – górnolotnie – ewangelizowanie nie musi polegać na dawaniu wywiadu dla „Gościa”. Jak ja w ogóle dałem się namówić? (śmiech) Moja wiara nie jest na sprzedaż. Więc nie wiem, czy dobrze robię, rozmawiając z tobą... A na serio: tzw. świadectwo często może być odbierane jako zwykłe chwalenie się. Może też wynikać z jakiegoś ekshibicjonizmu religijnego. Dlatego jak mogę, to staram się tego unikać. Tym bardziej że sam nie jestem święty. Mam tyle słabości, grzechów, że nie bardzo wiem, jak mógłbym naprawdę świadczyć. Że co? Deklaruję pewne postawy, wybory, a potem w realnym życiu upadam. Byłoby to dla mnie czystą hipokryzją. Wydaje mi się zresztą, że prawdziwe świadectwo to codzienne życie. To, jak się traktuje rodzinę, znajomych, napotkanych ludzi. Więcej osób bardziej nawraca się przez świadectwo czynu niż świadectwo werbalne. Jeżeli ktoś krzyczy, że jest katolem, a w pracy jest sukinsynem albo ma na boku kochankę, to gadać o Panu Bogu może długo i zdrowo. Tylko po co?

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł
    • żalek
      11.12.2011 21:16
      'KATOLE" i "SUKINSYNY". Te słowa świadczą o miłości do ludzi świadczonej przez obywatela rymanowskiego.

      Ot, cała prawda o tym smutnym człeku....
      Żenujący koleś!
    • trl
      11.12.2011 23:01
      Hehe... aŁtorytet z tefałenu... GN sie pogrąża...
    • Andrzej
      12.12.2011 12:14
      Właśnie w niektórych tutaj komentarzach widzę gnuśność, zacietrzewienie i zaściankowość. Oderwijcie się od czubka własnego nosa, poszerzcie horyzonty bo przez takich jak wy ateiści nas zewsząt opluwają i wylewają na nas pomyje. Cieszę się że są ludzie w sferze publicznej jak p. Rymanowski którzy nie boją się przyznać do wiary i z uśmiechem robią to do czego są powołani i modlą się o to by wykonać swoją robotę jak najlepiej. Tak trzymać, piękne świadectwo.
    • dek
      12.12.2011 18:47
      Dzięuję. Dobrze zrobione i ciekawe, choc proste
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      przewiń w dół