• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Podwodny snopek

    Przemysław Kucharczak

    |

    GN 48/2011

    dodane 01.12.2011 00:15

    Ponad pięć ton zabytków wydobyli archeolodzy z dna Wisły. 355 lat temu zgubili je rabujący Warszawę Szwedzi.

    Naukowcy i nurkowie wyciągnęli te zabytki z rzeki w połowie listopada. Przez 355 lat leżały na dnie Wisły na wysokości Cytadeli w Warszawie. To 70 kamiennych elementów: łuki, ozdobne gzymsy i płaskorzeźby, a nawet coś, co przypomina parkową ławkę. Rabusie ze Skandynawii kradli wszystko jak leci. – Najcięższy z wyciągniętych przez nas elementów waży 720 kg. To marmurowe nadproże, zrabowane z Zamku Królewskiego w Warszawie – mówi Marcin Jamkowski, reporter, płetwonurek, podróżnik i członek zespołu poszukiwawczego.

    Paradoksalnie, te zabytki z marmuru i alabastru są dziś w niezłym stanie właśnie dlatego, że piach i muł na dnie Wisły dobrze je zakonserwowały. Gdyby przez te 350 lat stały w miejscu, gdzie padałby na nie deszcz, latem paliło słońce i zimą rozsadzał mróz, zapewne nie przetrwałyby.

    Skradzione bogactwo

    Jak trafiły na dno Wisły? Otóż rabowanie Polski przez Szwedów w czasie potopu w latach 1655–1657 miało gigantyczną skalę. Szwedzi ładowali na około 30-metrowe wiślane łodzie, zwane szkutami, drogocenne zastawy stołowe, setki obrazów, posągi z brązu, meble, 21 skrzyń z bezcennymi starymi księgami i archiwaliami, stroje, tureckie namioty, arrasy. – Kradli też kamienne kolumny, portale, a nawet posadzki. Rozkładali na części futryny i ładowali na łodzie – mówi dr Hubert Kowalski z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego, kierownik zespołu, który dokonał odkrycia.

    Wielu rodakom, zapatrzonym we współczesność, trudno uwierzyć, że przed potopem Polska była bardzo bogatym krajem. Do Rzeczypospolitej wlewała się wtedy rzeka pieniędzy za eksportowane na Zachód zboże. Za te pieniądze szlachta stawiała piękne dwory, a magnaci wznosili zapierające dech w piersiach pałace. Dzisiaj możemy podziwiać głównie ich ruiny: prawie wszystko spalili Szwedzi. Nawet jednak te resztki budowli wciąż robią wrażenie, np. największe ruiny w Europie, czyli pozostałości pałacu w Ujeździe na Kielecczyźnie.

    Na złupienie Warszawy Szwedzi mieli aż dwa lata. Metodycznie ograbiali pałac po pałacu, dom po domu. Spławiali zrabowane zabytki Wisłą do Gdańska, a stamtąd na statkach morzem do Szwecji. – Łączyli spławiane Wisłą łodzie w całe pociągi – mówi Marcin Jamkowski.

    Szkuty bywały jednak przeładowane wywożonymi z Polski skarbami. Zapewne dlatego łup nie dotarł do Gdańska w całości. – Jedna lub kilka barek rozwaliło się na mieliźnie – mówi dr Hubert Kowalski. O tym wypadku wspominają historyczne źródła. Doktor Kowalski podkreśla, że katastrofy mogły mieć też związek z faktem, że na wysokości Warszawy rzeka płynie bardzo szybko. – Wisła inaczej wygląda z brzegu. Jednak na środku nurtu robi się niebezpieczna – tłumaczy.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół