• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Kraj bez roamingu

    Jacek Dziedzina

    |

    GN 48/2011

    dodane 01.12.2011 00:15

    Birma. Planeta z innej galaktyki. Opinię kosmitów zawdzięcza brutalnej dyktaturze wojskowej junty, która odcięła mieszkańców od reszty świata. Nawet sieci zagranicznych operatorów tu nie działają. Ostatnio jednak pojawił się zasięg…

    Kala yuga. Jeśli szukać bliższych nam odpowiedników tego birmańskiego określenia, to nasuwa się rosyjska smuta. Wielka Smuta. Kala yuga najlepiej chyba oddaje stan zapaści, w jakiej znajduje się ten jeden z najbiedniejszych krajów na świecie. Nawet sąsiedni Laos wydaje się oazą przy nędzy Birmańczyków, która dotyka zarówno sferę kultury i moralności, jak również polityki i gospodarki. Trudno właściwie zrozumieć, jak to możliwe, że jeden z najbogatszych w bogactwa naturalne i kulturalne krajów azjatyckich całkowicie wypadł z orbity cywilizacji.

    W ostatnim czasie wojskowy reżim wypuścił jednak parę jaskółek. Z aresztu domowego zwolniono pokojową noblistkę, twarz birmańskiej opozycji demokratycznej, Aung San Suu Kyi (w czasie ostatniej trasy koncertowej U2 fani wkładali maski z jej wizerunkiem). Sygnały odwilży dotarły na Zachód. Do Birmy wybiera się nawet amerykańska sekretarz stanu Hilary Clinton. Po raz pierwszy od pół wieku tak wysoki rangą dyplomata z USA przekroczy granicę tego kraju.

    Nowy wspaniały świat

    Birma nie miała szczęścia do społecznej i politycznej harmonii. „Jak długo trwają narodowi bohaterowie?” – pytał w 1946 roku twórca birmańskiej niepodległości gen. Aung San (ojciec wspomnianej opozycjonistki). „W tym kraju niezbyt długo, trzy lata to maksimum, nie daję sobie więcej niż 18 miesięcy życia”, odpowiedział sam sobie. Niewiele się pomylił, bo półtora roku później zginął w zamachu. Za zlecenie zabójstwa oskarżono byłego premiera U Sawa, choć niektórzy szukali inspiracji nawet w Wielkiej Brytanii. Tropem wskazującym miały być słowa Churchilla, który Aung Sana nazywał publicznie „zdradzieckim przywódcą rebeliantów”. Ale nigdy nie znaleziono wystarczających dowodów potwierdzających zlecenie z Londynu.

    Kolejny premier, U Nu, chciał połączyć birmańską, buddyjską tradycję z socjalizmem i jednocześnie otwarciem na świat, z przeszczepieniem konstytucji USA włącznie (!). W tym czasie jednak wojsko wyrastało na samodzielną siłę polityczną. Już w 1958 roku armia wraz z policją otoczyła ówczesną stolicę Rangun. Wtedy jednak gen. Ne Win stworzył tylko rząd tymczasowy. Do realnego zamachu stanu doszło cztery lata później. Główną przyczyną były plany U Nu nadania niepodległości niektórym nacjom wchodzącym w skład unii birmańskiej.

    Generał Ne Win, dążący do całkowitej birmanizacji federacji, stał się władcą absolutnym. Autorska wersja socjalizmu wojskowych rządców polegała nie tylko na wypowiedzeniu wojny wszystkim mniejszościom narodowym i likwidacji najważniejszych instytucji państwowych, ale również na zerwaniu wszelkich związków ze światem zewnętrznym. Junta wojskowa wygoniła z kraju zagranicznych misjonarzy i przedsiębiorców. Przewrót nastąpił też w sferze społeczno-kulturalnej. Dekrety zakazywały m.in. wyścigów konnych, pokazów mody, konkursów pieśni i tańca. Z kolei na drastyczne podwyżki cen ryżu protestami odpowiedzieli studenci z Rangunu. Na teren kampusu uniwersyteckiego od razu wkroczyło wojsko, strzelając na oślep i zabijając ponad 100 osób.

    Całkowita nacjonalizacja handlu zagranicznego i prywatnej przedsiębiorczości doprowadziła do ucieczki wszystkich zagranicznych inwestorów, a nawet firm lotniczych. Biura turystyczne straciły rację bytu, ponieważ granice szczelnie zamknięto. W całkowitej izolacji od świata rodził się „nowy wspaniały świat”.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół