• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Vabank 1981

    Edward Kabiesz

    |

    GN 48/2011

    dodane 01.12.2011 00:15

    13 grudnia 1981 r. w Polsce wprowadzono stan wojenny. 10 dni wcześniej działacze wrocławskiej „Solidarności” zrobili „skok” na bank. Zgarnęli 80 milionów.

    Dzięki brawurowej akcji pieniądze dolnośląskiej „Solidarności” pochodzące ze składek związkowych nie zostały zarekwirowane i w czasie stanu wojennego posłużyły finansowaniu związkowego podziemia. Film Waldemara Krzystka przedstawia historię tej akcji w konwencji sensacyjnego dramatu. Prócz wątków sensacyjnych Krzystkowi udało się przynajmniej w części uchwycić barwny obraz owego solidarnościowego karnawału, jakim był czas wielkiego wolnościowego zrywu.

    „80 milionów” nie jest dokumentem, chociaż samą akcję „uwolnienia” pieniędzy z banku reżyser przedstawił zgodnie z faktami. Większość występujących tu postaci pierwszego planu to autentyczni działacze wrocławskiej „Solidarności”. Łatwo ich zidentyfikować, bo w filmie noszą własne imiona. Prócz wątków wziętych prosto z życia w filmie znajdziemy także postaci i wątki fikcyjne, które pozwalają widzowi, szczególnie młodszemu, lepiej wczuć się w atmosferę tego okresu.

    80 milionów w maluchu

    Według relacji działaczy „Solidarności”, decyzję o wyjęciu funduszy z konta bankowego podjęto w drugiej połowie listopada 1981 roku. Zapadła w wąskim gronie zaufanych działaczy, którzy spodziewali się, że już wkrótce władze zrezygnują z pozorów i będą chciały zdławić „Solidarność” siłą. Polecenie wyjęcia funduszy z banku wydał Władysław Frasyniuk. Poinformował też Józefa Piniora, odpowiedzialnego za akcję, że już poprzednio, w czasie kryzysów, jak np. w marcu 1981 roku w czasie tzw. prowokacji bydgoskiej, kiedy pobito działaczy związku, pieniądze przechowywano w kurii wrocławskiej. Z tym że wtedy wszystko odbywało się jawnie, a pokwitowanie odbioru pieniędzy podpisane przez abp. Henryka Gulbinowicza przechowywano w siedzibie zarządu regionu.

    Akcję wyjęcia pieniędzy z banku, a później ich ukrycia przeprowadzili Józef Pinior, w owym czasie skarbnik związku, Piotr Bednarz, wiceprzewodniczący regionu, Tomasz Surowiec i Stanisław Huskowski. Pinior poprosił Huskowskiego, który znał abp. Gulbinowicza, o umówienie ich na 3 grudnia w godzinach rannych. Pozostali dwaj uczestnicy akcji dowiedzieli się o niej na krótko przed nią. Do banku na ulicy Ofiar Oświęcimskich pojechali wcześnie rano. Wydarzenia w banku i dojazd do pałacu arcybiskupiego został dokładnie przedstawiony w filmie. Nie obeszło się bez drobnych incydentów, czasem nawet zabawnych, chociaż dla uczestników akcji denerwujących. Okazało się na przykład, że walizki z pieniędzmi nie mieściły się w małym fiacie, więc dla Piotra Bednorza zabrakło w nim miejsca. Arcybiskup przyjął ich od razu, wskazał miejsce, gdzie mogą złożyć pieniądze i, jak wspomina Pinior, chciał im wydać pokwitowanie, mówiąc: „co będzie, jeśli nagle umrę?”. Pinior nie chciał pokwitowania, bo też trzeba byłoby je ukryć. Tak zakończyła się jedna z najbardziej spektakularnych akcji przeprowadzonych przez działaczy „Solidarności”.

    Polskie kino niezbyt często sięga do lat 80. minionego wieku, kiedy cała Polska wydawała się zjednoczona w powszechnym poparciu solidarnościowego zrywu. Niedawno na ekranach mogliśmy obejrzeć znakomitego „Kreta” Rafaela Lewandowskiego, który te wydarzenia przedstawił z zupełnie innej perspektywy, wykorzystując formułę tak popularnego gatunku, jakim jest thriller. Pokazał ludzi uwikłanych w przeszłość, z którą nie mogą sobie poradzić.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół